Były minister Marcin Romanowski, uciekając przed aresztowaniem, otrzymał azyl na Węgrzech. Czy w sytuacji, kiedy został wystawiony międzynarodowy list gończy, państwo unijne ma prawo odmówić wydania takiego obywatela innemu członkowi UE, powołując się na względy polityczne?
Dobrze pani wskazała, że są to względy polityczne, a nie humanitarne. Po pierwsze trzeba zwrócić uwagę, że pana Romanowskiego chroniły dwa immunitety, jeden na poziomie europejskim, drugi na poziomie krajowym. Oba zostały uchylone w sposób skuteczny prawnie. Co więcej, wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania nie był rozpoznawany przez sąd w trybie 48-godzinnym, ale w znacznie dłuższym czasie, ponad miesięcznym. W tym przypadku zarzut, że sąd nie wiedział co robi, że nie zapoznał się z aktami sprawy jest zarzutem całkowicie chybionym. Sąd miał czas do zamysłu. Przy pierwszym podejściu od razu sprawę załatwił krótko, bo stwierdził, że jest immunitet i nie ma o czym rozmawiać. I miał rację. W momencie, kiedy immunitety już nie chronią pana Romanowskiego, zarzuty, które mu postawiono mają charakter wyłącznie karny, a nie są motywowane względami politycznymi.
Azyl nie powinien chronić polskiego polityka?
Gdyby azyl był udzielany ze względów humanitarnych, można się nad tym zastanawiać. Jeśli jednak jest to azyl ze względów politycznych, bo ktoś stoi wyłącznie pod zarzutami karnymi, to w moim przekonaniu go nie chroni.
Jak w tej sytuacji powinno zachować się państwo polskie?
Polska wystawiła międzynarodowy list gończy, który jest skuteczny na terenie całego świata, wśród krajów, które ratyfikowały konwencję. Także na terenie Węgier. Powinniśmy się teraz zwrócić do Węgier, po pierwsze o nieprzyznawanie azylu, a po drugie o wydanie obywatela władzom polskim.
Co nam zostanie jeśli Viktor Orban powie „nie”?
Tak naprawdę niewiele, poza napiętnowaniem Węgier na arenie międzynarodowej. Można się zastanowić jeszcze nad odpowiedzialnością osobistą Orbana – jeśli to jest jego decyzja osobista – przed międzynarodowymi trybunałami karnymi. Jest to łamanie prawa karnego, a premier Węgier staje się w tym momencie poplecznikiem osoby odpowiedzialnej karnie, której pomaga się ukrywać. W tym przypadku azyl służy uniknięciu odpowiedzialności karnej, więc jest to klasyczne poplecznictwo, czyli kolejne przestępstwo karne ścigane na całym świecie.
CZYTAJ TEŻ: Rok rządu Donalda Tuska. Obracht-Prondzyński: W tej koalicji są nie tylko samce alfa
Wchodzimy w tym momencie na poziom bardzo teoretyczny... Viktor Orban miałby ponieść odpowiedzialność za objęcie prawem azylu Marcina Romanowskiego?
To nie jest tak, że jest ktoś bezkarny. Po to jest to prawo międzynarodowe, po to mamy organy, które rozstrzygają w tych sprawach, jak Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze. Jeśli zostałby przeciwko niemu wydany międzynarodowy list gończy, to w momencie, gdyby pojawił się w krajach, które respektują tę konwencję, zostanie aresztowany. Oczywiście, są państwa, które nie respektują tego w ogóle, ale to nie znaczy, że nie będzie miało to żadnych reperkusji. Mówimy o Europie. Orban ma teraz silniejszą opozycję, która może wygrać wybory i również u siebie postawić go za przed odpowiednimi trybami odpowiedzialności. Orban musi się z tym liczyć. Niewykluczone, że zagra to, jak zwykle, po swojemu. Procedura azylowa dopiero się rozpoczęła. Orban jest znakomitym taktykiem, który świetnie potrafi handlować swoimi prawami. Powoła się na wymogi unijne, powie, że mu bardzo przykro, że chciał pomóc polskiemu politykowi, ale nie wyszło. Proszę pamiętać, że jeszcze azyl nie został w ogóle przyznany.
To o czym mówimy?
O procedurze azylowej. Decyzji jeszcze nie ma. Moim zdaniem Marcina Romanowskiego nie chroni prawo do azylu, który mógłby być przyznany albo ze względów politycznych, albo humanitarnych. Ani jeden wzgląd nie wchodzi tutaj w rachubę.
Humanitarny z powodu stanu zdrowia?
Jeśli mówi pani o jego stanie zdrowia po zabiegu z początku grudnia, to myślę, że miałby on bardzo dobrą opiekę również w ramach służby więziennej. W państwie demokratycznym taka osoba będzie pod szczególną opieką, żeby w dobrym stanie, w dobrym zdrowiu mogła stawić się przed sądem i mogła się normalnie bronić.
A wzgląd polityczny? Jak napisał adwokat byłego wiceministra, otrzymał on ochronę międzynarodową „w związku z podejmowaniem przez polski rząd i podległą mu Prokuraturą Krajową działań naruszających jego prawa i wolności”.
Decyzję o tymczasowym aresztowaniu podjął sąd, który miał na to ponad miesiąc. Marcinowi Romanowskiemu zagwarantowano w pełni u prawo do obrony. W tym przypadku w grę nie wchodziła nawet w grę przesłanka związana z zagrożeniem wysoką karą. Tu musiały być inne, poważniejsze przesłanki, które mówią o utrudnianiu postępowania, o wpływaniu na jego tok, bądź o próbie uniknięcia odpowiedzialności. Romanowski, decydując się uciekać na Węgry, potwierdził, że sąd miał rację. Ukrywanie się przed wymiarem sprawiedliwości jest jedną z przesłanek do stosowania tymczasowego aresztu. Na razie jest wielkim prezentem dla pana premiera Tuska, że ten człowiek uciekł.
Dlaczego?
To pokazuje, że nie chce stanąć on przed sądem, nie chce zmierzyć się z materiałem dowodowym, który ma pokazać bezprawie. Proszę zwrócić uwagę na naszych opozycjonistów, jak np. Bogdan Borusewicz. W PRL ludzie ci stawali przed sądami. Ponosili odpowiedzialność, ale też mówili z otwartą przyłbicą, o co chodzi. Przedstawiali swój punkt widzenia. Nie chcę niczego przesądzać, ale Marcin Romanowski, uciekając na Węgry od polskiego wymiaru sprawiedliwości, pozbawia nas, jako obywateli, także możliwości poznania prawdy. I musi za to też ponieść konsekwencje.
Napisz komentarz
Komentarze