Jacek Pelc, bydgoski perkusista, pewien ważny fragment owej historii (głównie lata 80.) zapisał w konwencji komediowej – z pożytkiem dla historii i czytelnika, który czytając książkę „Jazz w oparach PRL-u z Jarkiem Śmietaną w trasie” skręca się ze śmiechu.
Pelc miał okazję w licznych składach współpracować z wieloma muzykami. Muzyka i przyjaźń związały go najmocniej z gitarzystą Jarosławem Śmietaną, od Extra Ballu poprzez Symphonic Sound Orchestra, Polish Jazz Stars do Namysłowski/Śmietana Band.
Pomysł książki, zadedykowanej „Polskim Artystom, którzy odeszli”, powstał przed dziesięciu laty. Pisze Pelc: „Do Krakowa na pogrzeb Jarka Śmietany jechałem 2 września 2013 roku razem z moją żoną Małgośką. Za jej namową, podczas podroży zacząłem przypominać sobie rozmaite wydarzenia z 10-letniego okresu współpracy z różnymi zespołami Jarka. (...) W czasie naszych rozmów okazało się również, że w sposób naturalny i zgodny z intencją zmarłego Jarka, chcemy, aby pamięć o nim była pogodna, pozytywna i wesoła”.
Dawno się tak nie uśmiałem, jak przy lekturze dzieła Jacka Pelca. Śmiejąc się do rozpuku, zaczynamy pojmować, że jazzmani nie tylko twórczością zapisaną w dźwiękach i synkopach tworzą specyficzną subkulturę, a jej opis dopowiada ważną ścieżkę historii.
Otrzymaliśmy książkę, dopisującą do wszystkich, poświęconych współczesnej historii jazzu w Polsce, nowe rozdziały. Pokazują one realne życie muzyków, czasem organizatorów czy fanów jazzu – w kontekście środowisk, w jakich funkcjonowali. A że tacy artyści, jak Jarosław Śmietana, Janusz Muniak, Ptaszyn Wróblewski, Zbigniew Namysłowski, Andrzej Zaucha, Piotr Baron – by przywołać kilka najbardziej oczywistych nazwisk – to obdarzeni wyjątkowym poczuciem humoru, więc zapamiętane przez autora historie dają efekt niemal wybuchowy.
Dawno się tak nie uśmiałem, jak przy lekturze dzieła Jacka Pelca. Którego współautorami, co trzeba przyznać, są w równej mierze opisywani przez niego koledzy, sportretowani w najróżniejszych sytuacjach schyłkowego okresu PRL-u. Z lektury książki wyłania się interesujący wniosek: opresyjny system komuny nie miał szans w zetknięciu z jazzmanami, którzy swoimi trickami oraz żartami unieważniają zakazy i nakazy paszportowe, celne, milicyjne, hotelowo-meldunkowe, obezwładniają bezczelność pracowników Pagartu.
Książka jest w istocie apologią polskiego jazzu w określonym kontekście czasowym. Jej zaletą jest bardzo osobisty charakter barwnych opowieści, w pewnych momentach bliskich mentalnemu ekshibicjonizmowi, jednak bez przekroczenia granicy dobrego smaku. Śmiejąc się do rozpuku, zaczynamy pojmować, że jazzmani nie tylko twórczością zapisaną w dźwiękach i synkopach tworzą specyficzną subkulturę, a jej opis dopowiada ważną ścieżkę historii.
Z krótkich krotochwilnych wypowiedzi można czasem dowiedzieć się więcej o kolorycie epoki, niż z naukowych elaboratów.
Napisz komentarz
Komentarze