Hala 100-lecia w Sopocie w sobotę, 12 kwietnia zamieniła się w arenę bokserskiego spektaklu. Gala Kapeo Rocky Boxing Night 21 przyciągnęła tłumy kibiców, a głównym daniem wieczoru było starcie dwóch tytanów – młodego, głodnego sukcesów Kacpra Meyny i doświadczonego weterana Mariusza Wacha. Stawką były pas WBC Baltic oraz tytuł Mistrza Polski w wadze ciężkiej.
Kapeo Rocky Boxing Night 21. Triumf Kacpra Meyny
Po emocjonujących dziesięciu rundach jednogłośną decyzją sędziów zwyciężył 25-letni Meyna, udowadniając, że przyszłość polskiego boksu należy do niego.
Pochodzący z kaszubskiego Gołubia Meyna z każdym kolejnym występem potwierdza, że jest jednym z najbardziej perspektywicznych zawodników wagi ciężkiej w kraju. W Sopocie pokazał nie tylko znakomitą formę fizyczną, ale i dojrzałość ringową, której nie powstydziłby się bardziej doświadczony pięściarz.
Imponująca kariera Mariusza Wacha
Choć w drugiej rundzie Mariusz Wach – znany kibicom jako „Wiking” – zaskoczył młodego przeciwnika serią mocnych ciosów, Meyna nie tylko przetrwał ten trudny moment, ale i z rundy na rundę zyskiwał przewagę. W końcowych odsłonach dominował, zadając celne oraz techniczne uderzenia, które przekonały sędziów do przyznania mu wygranej w stosunku 97:93, 96:94, 98:92.
To dla mnie ogromny zaszczyt pokonać taką legendę, jak Mariusz Wach. On był jednym z tych, na których się wychowywałem. Spełniło się jedno z moich marzeń.
Kacper Meyna / bokser
Wach, mimo porażki, zachował klasę i szacunek wobec rywala. Ujawnił, że przed walką zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi, które ograniczyły jego przygotowania.
– Od środy do piątku byłem jedną nogą u świętego Piotra – przyznał z charakterystycznym dystansem.
Komentatorzy, w tym legendarny polski pięściarz Krzysztof Kosedowski, nie szczędzili pochwał Meynie.
– Nie spodziewałem się po nim tak dojrzałego boksowania. To była fenomenalna wojna – podsumował Kosedowski.
Na Pomorzu rodzi się przyszłość polskiego boksu
Dla Wacha (rekord 38-12, 20 KO) walka w Sopocie była kolejnym rozdziałem jego imponującej kariery, ale to Meyna (14-1, 9 KO) wyszedł z niej jako bohater wieczoru. Kaszubski wojownik, który coraz głośniej puka do drzwi międzynarodowej sceny, udowodnił, że zasługuje na miano następcy wielkich polskich bokserów wagi ciężkiej.
Wygląda na to, że na Pomorza rodzi się przyszłość polskiego boksu. Przynajmniej tego w najcięższym wydaniu.
Napisz komentarz
Komentarze